Historia wujka Stefana - wybitnego wiedeńskiego krawca

Historia wujka Stefana - wybitnego wiedeńskiego krawca

Piszę dzisiaj do Ciebie po to, żeby się pochwalić. Pamiętaj jednak, że jestem bardzo skromną osobą, dlatego chwalić się będę tym, co zesłał mi los - wujkiem Stefanem Bogdanem Bieleckim.

 

Nikt z nas nie wie, jaka historia jest mu pisana. Wujek też nie wiedział, że jego droga z mazowieckiej wsi do Wiednia będzie tak długa i trudna, ale dziś jest przekonany, że poszedłby nią jeszcze raz.

Już jako dziecko szył sukienki lalkom swoich sióstr, więc rozsądni rodzice postanowili oddać go na nauki do krawca i tak jako nastolatek został przywieziony przez matkę do Warszawy na Kawęczyńską, gdzie wszystko było obce: stancja, ludzie i nawet igła wydawała się cięższa niż ojcowskie widły.

 

Zaliczył egzaminy czeladnicze, zdał najlepiej ze wszystkich egzaminy mistrzowskie i nie oglądając się za siebie znalazł pierwszą pracę w Modzie Polskiej jednocześnie podejmując naukę w technikum wieczorowym. Powiedzieć, że nie było mu łatwo to jak nic nie powiedzieć - praca w pełnym wymiarze, wieczorem szkoła, w nocy nauka. Ale poradził sobie i zdobył maturę. Pracował później przy produkcji modelowej, przy konstrukcjach odzieżowych, w Orionie i Deli, żeby wrócić do Mody Polskiej już jako krojczy. W najmodniejszym wówczas salonie mody męskiej Adam ubierał dygnitarzy, polityków, aktorów - elitę i prominentów.

 

Kiedy w krawiectwie polskim osiągnął wszystko, zrobiło mu się w kraju za ciasno.

 

Z jedynym znanym sobie zwrotem w języku niemieckim, na dodatek niegramatycznym: “Ich bin Schneider, ich suche Arbeit (Jestem krawcem, szukam pracy)" - ruszył do Wiednia, gdzie jego talent dał mu pracę na całe dwa miesiące urlopu. Potem wrócił do Mody Polskiej ciągle marząc o Wiedniu, do którego zresztą powrócił już rok później trafiając do dużego sklepu krawieckiego na Margaretenstrasse. Tam został przyjęty już na stałe. A ponieważ, w życiu nie ma wiecznej sielanki, również i wujkowi Stefanowi los podstawił nogę - 20 grudnia 1981 roku przyjechał do Polski na Wigilię. Pewnie już wiesz, że wrócić do Wiednia nie udawało mu się potem przez długi czas.

 

Jednak ten Wiedeń był mu pisany!

 

Dzięki swojemu szczęściu udało mu się wyjechać w roku 1990 i trafić do firmy Knize, ale to już inna część tej historii, którą na pewno jeszcze Ci opowiem...

 

JA Ewelina Rasińska ukończyłam to samo technikum krawieckie i choć moja zawodowa droga nie poprowadziła mnie do Wiednia, jestem dziś dokładnie w tym miejscu, w którym być powinnam.

 

Dziękuję Ci, że jesteś w nim ze mną!

 

Ewelina

 

3 maja 2024

Krzysztof Bychowski - strony www, sklepy internetowe

skocz do góry